• Wpisów: 18
  • Średnio co: 105 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 16:16
  • Licznik odwiedzin: 4 501 / 2006 dni
 
istuff
 
AfraRoute ♥: - Zobacz to moja babcia. To ona mnie wychowała gdy matka i ojciec rozbili się podczas powrotu z Las Vegas – wskazała palcem kobietę bujającą się w drewnianym fotelu. Szyła coś na drutach, różowy sweter – Chodźmy do niej! – krzyknęła uradowana. I nie oczekując na odpowiedz Vincenta, ruszyła w stronę staruszki zasiadującej na tarasie. Towarzysz ruszył za nią niepewnie, ilustrując przy okazji to co działo się na posiadłości. Nie było to zbyt wyjątkowe miejsce. Zwyczajny drewniany dom w kolorze brzozowym, sad przed nim oraz niewielki ganek. Wszystko dookoła nie wzbudzało podejrzeń. Zwyczajny wakacyjny dzień, pełen słońca i uśmiechu w obecności dwojga miłych staruszków. Skyler podeszła szybkim krokiem do babciny w bujanym fotelu.
- Witaj złotko! – krzyknęła uradowana na widok swojej wnuczki, i wstała na powitanie wyciągając dłonie przed siebie – ile lat Cię nie wiedziałam! – w jej oczach ukazały się dwie ogromne przezroczyste łzy, uściskała Skyler serdecznie i nie zamierzała jej wypuścić za szybko. Dziewczyna poczuła się jak drogocenny skarb zawierający młodość, miłość lub zdrowie. Objęła swoją babcie i także rozpłakała się. Tym czasem Vincent podszedł bliżej zaistniałego zdarzenia. Krzyknął coś aby przywitać się z kobietą. Lecz ta nie usłyszała go. Krzyknął głośniej lecz nic nie poskutkowało. Podszedł i delikatnie dotknął ramienia staruszki. Także nic, spojrzał na Skyler lecz ona nie zwróciła na niego uwagi. Kompletnie bez słowa weszła za staruszką do środka. Ruszył za nimi, z ciekawości. W środku nie działo się nic wyjątkowego. Dziewczyna rozmawiała z dziadkami popijając lekko ciepłą zieloną herbatę. A Vincent ilustrował dom…  Wyjrzał za okno było już późno, słońce zachodziło. Zastanawiało go co Skyler wymyśli, czy zechce zostać tutaj na zawsze? A kiedy on się obudzi? Czy kiedyś wyrwie się z tego snu? Oderwał gwałtownie wzrok od zachodu, i poszedł do dziewczyny.
- Co teraz? Mogę się już obudzić? A resztę wyjaśnisz mi następnym razem… – Mruknął,
ukrywając nutkę zdenerwowania w głosie.
 Skyler bez słowa wstała z kanapy, nie zwracając uwagi na parę staruszków. Oni też wyglądali jakby cała zaistniała sytuacja nie miała miejsca.
- Wyobraź sobie to co wcześniej, po prostu obudź się, ale muszę ci coś pokazać... – Mówiła
powoli o opanowanie, mimo tego iż była niewiadomo kim, czy duchem czy duszą. Najwyraźniej nie przeszkadzało jej to. Złapała go za ramiona i zamknęła oczy.
  To co zobaczył przerosło jego wyobraźnie. Szczęka opadła mu najniżej jak tylko mogła. Zamarł, przez chwilę nie mógł złapać oddechu. Był wraz z Skyler na ogromnej niekończącej się pustyni, lecz nie takiej zwykłej. Gdzie nie gdzie, rosły ogołocone drzewa. Na poziomie kolan unosiła się gęsta mgła, wszystko było koloru czarno-czerwonego. Jakby inne barwy znikły.
- Gdzie, gdzie ty mnie zabrałaś! – zaczął krzyczeć, nie mógł opanować przerażenia i
strachu jaki przeszedł go od stóp do głów. Rozglądał się- za każdym razem zaciskając oczy, nie dowierzając. Jednak okropny i paskudny widok nie znikł, za każdym razem gdy mrugał oczami był coraz gorszy, obrzydliwszy.
- Wiesz co, za każdym razem jak będziesz zasypiał będziesz widział to. Tylko wtedy będziesz tutaj całkowicie sam, mnie tu nie będzie. Za każdym razem będzie coraz gorzej, obrazy ze snu na sen będą coraz obrzydliwsze. Zobacz tam! – w kazała palcem na ścięte drzewo, ledwo o siłach szła przy nim hiena była bardzo wychudzona, miała widoczne otwarte rany i wiele blizn na pysku.
- Niedługo poznasz jej przyjaciół to są tak zwane pomegast. Są to dusze zwierząt, niektóre z nich trafiają tutaj. Po prostu nie chcą wracać tam gdzie walczyły o życie, o pożywienie. I tak trafiają tutaj, wybierają bezbronną osobę i desperacko wdzierają się do snów – Vincent słuchał uważnie, wchłaniając każde słowo wypowiedziane przez Skyler. Obserwował to co dzieje się dookoła. Patrzył na powolną śmierć hieny bardzo jej współczuł ale był tak wystraszony, że nie mógł nic zrobić.
- Czego ode mnie chcesz!? Zabierz mnie stąd! – Vincent zaczął krzyczeć na dziewczynę. A ona wzruszyła niewinnie ramionami i w mgnieniu oka znikła. Rozpłynęła się w powietrzu a hiena razem z nią. Zostały tylko drzewa, mgła, on i nicość.
     Poderwał się gwałtownie z łóżka, cały zalany potem. Potarł dłońmi twarz i obejrzał pokój. Wszystko było takie samo jak przed zaśnięciem. Obrazy, które namalował, drzwi szeroko otwarte, książka, zdjęcie wszystko na swoim miejscu. Opadł na pierzastą poduszkę, a dłonie ułożył wzdłuż ciała. Wziął głęboki wdech i wbił wzrok w sufit. Co tam ujrzał? Hienę, która pożerała swoją rówieśniczkę...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków