• Wpisów: 18
  • Średnio co: 110 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 16:16
  • Licznik odwiedzin: 4 620 / 2093 dni
 
istuff
 
AfraRoute ♥: I tak mijał dzień za dniem, a raczej sen za snem – noc za nocą. Vincent, coraz więcej dowiadywał się o Skyler. Okazało się, że jej życie nie było tak wspaniałe.
-         To ostatni sen w którym Ci towarzyszę – powiedziała po czym odwróciła się plecami.
Znajdowali się w… Kostnicy. Biała wypolerowana podłoga, białe ściany oraz wieszak na którym bezwładnie spoczywały lekarskie fartuchy. Vinc rozejrzał się i podszedł do ogromnej szafy. A raczej do „schowka na martwych ludzi”. Gdy pomyślał co znajdowało się za malutkimi okrągłymi drzwiczkami, przeszedł go lodowaty dreszcz. Spojrzał na Sky.
-         Jakie jest moje zadanie? – czół się jak płatny kryminalista. Mówił bardzo spokojnie, ani
jedno słowo w jego głosie nie zadrżało. Podszedł do jednego z srebrnych stołów.  Właśnie na tym stole może kilka minut temu walało się pełno resztek obumarłych narządów, którymi jak małe dziecko kopiące w piaskownicy bawił się człowiek przeprowadzający sekcję zwłok. Vincent przejechał palcem po idealnie czystej powierzchni
-         Doskonała robota. Ciekawe jakich używają środków czyszczących! – zaśmiał się. Chciał
rozluźnić nieco atmosferę, widział po wyrazie twarzy dziewczyny, że właśnie „to” co miało się niedługo tu wydarzyć było dla niej bardzo ważne. Nie mylił się. Powietrze nagle stało się wilgotne, zdecydowanie za bardzo, przybrało na masie, było ciężkie i trudno było nabrać powietrze w senne płuca.
   Do białego pomieszczenia wparowało wojskowym krokiem dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn. Nie zwracając uwagi na Vincenta i Skyler, podeszli do jednej z ścianowych szuflad. Przekręcili klamkę i z wnętrza ściany wysunęła się pozioma deska, na której leżało ciało chłopca. Vincent podszedł bliżej i przyjrzał się. Miał około trzynastu lat, brązowe kręcone włosy, smutny blady wyraz twarzy. Obrócił się w stronę Skyler.
-         To chciałaś mi pokazać? – zapytał zupełnie innym głosem niż poprzednio – Kim on jest?- zapytał załamującym się głosem, wyglądał jak człowiek stojący na moście świadomy tego, że niedługo most się zawali i on zginie. Był bliski paniki, miał ochotę krzyczeć, złapać ją za szyje i dusić aby powiedziała mu co zrobiła temu chłopcu. Ona nic nie poczyniła, stała i patrzała prosto w oczy Vincenta. Ten złapał kilka głębokich oddechów, które uspokoiły do. Wrócił spojrzeniem na leżącego chłopca. Małe blade ciałko, byle jaki ruch mógłby go złamać w pół jak gałązkę. Mężczyźni obejrzeli go i wyszli. Mężczyzna dotknął martwego. Zaczął od palców, dotykał delikatnie każdy z osobna jakby chciał sprawdzić czy ma całe kości. Następnie przeniósł wzrok na szyje, wokół niej była wyryta głęboka linia… Chłopczyk się powiesił, sam lub przy czyjeś pomocy. To było pewne. Był to jeden jedyny ślad, który wskazywał tylko na ten paskudny rodzaj śmierci. Widok był straszny, Vincent nie mógł patrzeć na chłopca, który przypinał mu sceny z jego życia.
 Kiedy miał dokładnie tyle samo lat, też chciał popełnić samobójstwo, w taki sam sposób. Było to kilka godzin przed wigilią. Na uroczystą kolacje mieli przyjść ważni dla jego ojca goście. Wszystko było przygotowane, pięknie przystrojony stół, choinka, kolędy w telewizji. Matka kazała synowi pójść na górę do swojego pokoju i założenie odświętnego ubrania, które leżało przygotowane od rana. Mały Vincent uczynił to z niewielką radością, wiedział bowiem dobrze, że przy stole będzie musiał uważać na każdy ruch. A co najgorsze nie będzie mógł od razu rozpakować prezentów. Będzie musiał siedzieć przy stole do skończenia posiłku i wybyciu gości. Chłopiec usiadł na łóżku i smutno przyjrzał się ubraniom leżącym na krześle przy biurku. Kilka minut później rodzice znaleźli go stojącego na odświętnym ubraniu tuż przed wiszącym sznurem…
 Potrząsnął głową jakby chciał odgonić od siebie nieprzyjemne wspomnienie. Oparł się o ścianę. Spojrzał na Skyler, która podeszła do chłopca i usiadła obok niego. – To mój syn, jak widzisz powiesił się… – zaczęła mówić – miał trzynaście lat, wtedy byłam trakcie rozwodu z Waytem. On strasznie to przeżywał kochał mnie i swojego ojca. Ale na jego oczach zmieniliśmy się w potwory. Potraktowaliśmy go jak przedmiot, był wart tyle samo co nasz dom! – zacisnęła mocno oczy, a łzy spadły na klatkę piersiową chłopca – Nie było dla nas ważne, jak się czuje. Chcieliśmy tylko go posiadać. Nie traktowaliśmy go jak syna, naszego syna. Najukochańsze stworzenie dla którego powinniśmy oddać życie. Wtedy był tylko przedmiotem, który chcieliśmy mieć. Musiał być mój albo jego, albo niczyj. W dzień rozprawy powiesił się. Znalazła go moja matka, w moim pokoju. Jakby chciał w końcu zostać zauważony. Nie chcę opowiadać reszty – otarła oczy z łez i skierowała się do drzwi ewakuacyjnych  - Zejdę na dół napić się czegoś. Zostań z nim. – uśmiechnęła się i znikła za drzwiami.
  Vincent tym czasem zajął miejsce Skyler, tuż obok chłopca.
- Zabij mnie… – usłyszał słabiutki głos dochodzący z ciała. Usta nie  otwierały się, zignorował to. – Zabij mnie słyszysz! – głos zdecydowanie się nasilił, spojrzał na ciało chłopca. Miał otwarte oczy, i ruszał ustami.
- Co !? – Krzyknął przerażony, podrywając się z miejsca. Odskoczył kilka kroków od martwego ciała. Nadal było blade, słabe, a szrama po duszącym go sznurze nie znikła.
- Zabij mnie proszę, uduś mnie!… Zabij mnie błagam… – chłopiec usiadł. Spojrzał swymi martwymi dziecinnymi oczyma na Vincenta. Ten stał jak posąg co miał zrobić? Uciec? Powiadomić Skyler? Ale co będzie jak pójdzie po nią, a gdy wrócą razem wszystko będzie w porządku? Zabić chłopca, w końcu o to prosił. „Ale nie mogę decydować czy ktoś ma żyć czy nie. Nie jestem Bogiem.. ‘’ – pomyślał.

Zdjęcie: WuWejo. / A.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego