• Wpisów: 18
  • Średnio co: 108 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 16:16
  • Licznik odwiedzin: 4 578 / 2068 dni
 
istuff
 
AfraRoute ♥: CZĘŚĆ PIERWSZA:

- Co się dzieje!? – Krzyknęłam wyglądając za okno. Zobaczyłam tam wielkie kawałki szkła, które unosiły się parę centymetrów nad ziemię i opadały na ulicę rozpadając się na miliony małych kawałeczków- swoim kształtem przypominały diamenty.  Musiała na nie działać na nie jakaś siła bo widok był niewiarygodny. Po za tym po całej ulicy turlały się kłęby uformowane z liści, śmieci i ubrań prawdopodobnie porwanych przez wiatr. Jednym słowem za oknem panował istny chaos.
- Co to ma znaczyć? To raczej nie wina pogody – powtórzyłam po raz kolejny do opanowanej siostry. Ta spojrzała na mnie i bez słowa zaczęła przesuwać meble stojące pod ścianą. – Zasłoń okna i nie patrz na to – powiedziała szybko i opanowanie nawet na mnie nie zerkając. Ostatni raz spojrzałam na to co się tam działo, nic się nie zmieniło nadal po ulicy latały połamane gałęzie i śmieci. Zdziwiło mnie jednak, że ulicy znikły samochody, parkingi stały puste. Zasłoniłam widok roletami – Ruszaj się! – pośpieszyła mnie. Odwróciłam się gwałtownie przewracając niechcąco mały stoliczek do kawy. Zobaczyłam jak otwiera mosiężne, drewniane drzwi z lwią klamką, które były ukryte za biblioteczką. Były dość małe, może osoba wzrostu sześciolatka mogłaby bez pochylania się przez nie przejść. Siostra była już  po drugiej stronie, wiedz bez zadawania pytań ruszyłam za nią.
    Parę kroków i obydwie znalazłyśmy się... Dokładnie nie wiem gdzie. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłam, że drzwiczki znikły. Nic nie mówiłam. Chciałam aby od siostry padły pierwsze słowa a najlepiej słowa wyjaśniające to co się działo. Byłyśmy w korytarzu, nie widziałam jego początku ani końca. Nie był zbyt szeroki ale nie miał sufitu, gdy podniosłam głowę widziałam w jego miejscu gwiazdy i księżyc. Dziwne, zanim tu przyszyłyśmy był środek dnia. – Gdzie jesteśmy? – Zapytałam szeptem, ponieważ bałam się echa, które mogłoby ponieść moje pytanie niewiadomo gdzie. Szarpnęłam lekko siostrę za rękaw, nie odpowiedziała. Szturchnęłam ją lekko, ale to też nie poskutkowało. Zrezygnowałam. Czekałam co się wydarzy. Z mroku wyłoniła się zakapturzona, ciemna postać. Zbliżyła się do nas i pochyliła się nad moją siostrą i szepnęła jej coś na ucho. Po czym ta dziwna osoba odsunęła się i skierowała głowę w moją stronę, nie wiem czy na mnie patrzyła. Nie widziałam jej twarzy ani tego co miała pod kapturem. Odeszła. – O nic mnie nie pytaj, wszystko wytłumaczę Ci w swoim czasie... – powiedziała do mnie siostra i wskazała drzwi parę metrów od nas – Udasz się tam i nigdzie się stamtąd nie ruszaj i nie odsłaniaj okien, dobrze? – skinęłam głową na znak, że wszystko rozumiem – Jak będziesz czegoś potrzebowała po prostu zapukaj trzy razy w podłogę – wytłumaczyła mi odprowadzając mnie do drzwi – Jeśli ktoś zapyta Cię co tu robisz, pokaż mu to... -  wręczyła  mi małą figurkę w kształcie srebrnego jabłuszka – Idź już... Wszystko będzie dobrze – Siostra znikła. Lekko spanikowałam a w głowie miałam absolutną pustkę. Zaczęłam się trząść, jednakże zmusiłam się swoje ciało aby zrobiło kolejny krok ku drzwiom a ręka złapała za klamkę. Poczułam lodowaty dreszcz od palców po czubek nosa. Zabrałam rękę jak oparzona i zaczęłam ogrzewać ją poprzez pocieranie o pidżamę, którą miałam na sobie. – A panienka czeka na specjalne zaproszenie? – rozejrzałam się szukając źródła głosu. Mogłam przysiąc, że mówi do mnie człowiek, ale nikogo nie było w pobliżu. Gdy w końcu znalazłam skąd dochodzi dźwięk, byłam jeszcze bardziej zszokowana niż przed przyjściem tutaj. Mówiła do mnie... klamka. Była okrągła i zrobiona z czystego złota. Mój ojciec był złotnikiem więc stwierdziłam to bez problemu. Uchwyt miał twarz przystojnego mężczyzny około dwudziestu pięciu lat. Ale mogłam się mylić wyglądał bardzo dojrzale – Wejdziesz? – zapytał mnie. Byłam zbyt wystraszona aby cokolwiek odpowiedzieć tym bardziej miałabym rozmawiać z klamką? To chore... Najwyraźniej mężczyzna był poirytowany moim zachowaniem, ponieważ gwałtownie i ze świstem wypuścił powietrze z ust. Pewnie chciał zwrócić na siebie moją uwagę. Przewrócił oczami a drzwi same się otworzyły – Ale chyba nie musze pomagać Ci wchodzić?  - klamka zaśmiała się po czym zakaszlała i wypuściła kilka obłoczków kurzu. Weszłam posłusznie do pomieszczenia i rozejrzałam się.    Pokój był taki sam jaki zaprojektowałam. Architektura i projektowanie wnętrz było moim hobby. Miałam nawet specjalną teczkę, która była zapełniona moimi pracami i zawsze była doskonale ukryta. Nikt nawet nie wiedział o jej istnieniu. Skąd projektant mógł wiedzieć o moich dziełach? Wszystko było kropka w kropkę.  Podeszłam do ogromnego łóżka, leżały na nim poduszki koloru sól-pieprz. Obok stała szafka nocna w kolorze brudnej bieli i mięty. Na niej stała gruba kawowa, zapachowa świeca. Przy drzwiach swoje miejsce miała wielka masywna komoda, na której były ramki ze zdjęciami mojej rodziny, obok szafa na ubrania. Od lewej strony łóżka na ścianie było kilkanaście półek zapełnionych moimi ulubionymi książkami.  Podeszłam bliżej, tak to były książki z mojego pokoju... Jonathan Carroll, William Wharton. Niektóre z nich już przeczytałam a niektóre chciałam przeczytać. Każda oznakowana była małym wypalonym jabłuszkiem na swoim grzbiecie. Ogólnie całe pomieszczenie utrzymane było w naturalnych kolorach, dominowała w tym biel i wszelkie odcienie brązu.
   Poczułam, że coś wierci się w mojej dłoni. Otworzyłam ją. Zapomniałam, że mam w niej zawieszkę, którą podarowała mi siostra. Figurka podskoczyła, przeleciała przez pokój i wylądowała na parapecie. Jabłuszko podskakiwało się i trzęsło jakby chciało mi powiedzieć abym otworzyła okno. Ale to nielogiczne, jak jakiś przedmiot może ode mnie czegoś oczekiwać, to nawet nie ma  rąk a tym bardziej rozumu. Okno zasłonięte było ciemno- zieloną roletą. Wzruszyłam ramionami i złapałam za klamkę już chciałam ją przekręcić. Przypomniały mi się słowa siostry, mówiła żebym pod żadnym pozorem nie mogę zobaczyć tego co poza pokojem. Ciekawość była silniejsza, otworzyłam okno. To co tam zobaczyłam, było okropne i obrzydliwe a zarówno cudowne i przepiękne...

Fot. Zdzislaw Beksinski

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego