• Wpisów: 18
  • Średnio co: 105 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 16:16
  • Licznik odwiedzin: 4 501 / 2006 dni
 
istuff
 
AfraRoute ♥: „Historia mojego życia jest krótka… Byłam padłam i umarłam…”
„Ile razy zabieram się za napisanie czegoś odpowiedniego,
nie zliczę…”

Siedzę  i oglądam gwiazdy, nie jest zimno. Jakby niesamowicie ciepła wiosna zawitała na księżyc. Gwiazdy są dzisiaj takie piękne, świecą- małe cholerne anioły. Głupie anioły robiące sobie z Nas durne żarty. Siedzą tam i mrugają  a nam od dziecka mówią, że to gwiazdy gówno prawda!
Księżyc? No tak, jestem tu. A gdzie myśleliście, że trafie? Do Nieba? No musze Was rozczarować. Zarówno ani Nieba ani Piekła po prostu niema. Jeżeli uważaliście na lekcji fizyki, bądź macie mądrą koleżankę, która ma na studiach astronomię to wiecie jak tu jest. Pięknie tu nie jest, wiecznie ciepło bo Słońce grzeje jak szalone. Anioły? Owszem są. Małe skrzaty wkurzające niemiłosiernie to gorsze niż śmierć znosić te tutaj. BUM! Całe wyobrażenie świata po śmierci legło w gruzach. Każdy jest tutaj Małym Księciem i Księżniczką, choć dokładnie nie wiem. Nie czytałam owej książki. Nigdy nie czytam tego co większość- indywidualizm.  
Jaka umarłam co się wydarzyło, że tu jestem? Hymmm… Zadanie za dużo pytań retorycznych. Jestem dosyć roztargniona bo jestem tu nie długo, nie przywykłam do tego powietrza.
Miałam przyjaciela, niesamowitego wspaniałego człowieka, w którego nawet przekleństwo brzmiało jak najpiękniejsze wyrazy opisujące uczucia.  Pewnego dnia zapytał mnie „pomogłabyś mi się zabić?” bez wahania odpowiedziałam, że tak. Nie można przecież komuś wpierać „nie rób tego, życie przed Tobą” NIE! Takich pytań nie zadaje się od tak przy piwie. Nie jest to temat do dyskusji na pierwszej randce, ani nigdy. Gdy ktoś zadaje takie pytanie, oznacza to, że jest pewny. Chce to zrobić. Lub tylko rozważa. Oczywiście moją odpowiedzią było „tak”. Poprosiłam tylko o to, żeby dał mi tydzień na przygotowanie się do jego odejścia. Zależało mi na nim. Przyjaciel, do którego czułam to co do kochanka. Mimo tego, nigdy nie doszło między nami do niczego. Wspaniały człowiek, jedyny minus? Jego brak? Nie, śmiech. Czasem potrafił zaśmiać się nagle. Co wprawiało mnie w zakłopotanie. Dał mi tydzień… Chcieliśmy umrzeć pięknie  i razem. Siedem, liczba mojej śmierci. Dzień 77 licząc pod początku roku, 77 minuta licząc od północy dnia 77. Na moim grobie wygrawerowano tą liczbę. Mam też taki znak na nadgarstku. Wygląda jak tatuaż, tandetny strasznie. Ale to taki kod  kreskowy nadawany po śmierci. Tak aby nie trzeba było pamiętać naszych imion- woła się do nas np. „numer 67 masz odwiedziny”.
Dzień 76 licząc od nowego roku, wszystko było już przygotowane. Żel pod prysznic  o zapachu „szampana”. Godzina, sekunda, dzień, miejsce.
Znalazła nas policja. Drzwi były szczelnie zamknięte. Tak chcieliśmy. Umarliśmy, poprzez wzajemne zabójstwo. Nadzy, pod prysznicem, wrząca woda spływająca po uciekających krwią ciałach, wszędzie zapach szampana, zaparowana szyba, na której widniała liczba „77”. Musiał umrzeć pierwszy. On siedzący w brodziku prysznica a przy nim ja, przytulona do jego klatki piersiowej. Po śmierci zrobiliśmy to co chcieliśmy- wspólny prysznic  i szampan do tego na wylot przebite serca. Cudownie! Nieprawdaż? Czy się cieszę, że to zrobiłam. Tak. Ale najgorsze jest to, że po śmierci zostaliśmy rozdzieleni. Takie prawo kosmosu. Jeśli kogoś zabijesz, po śmierci ta osoba trafia w miejsce oddalone tak daleko, że nawet nie wiesz, że takowe istnieje. Ja tu on gdzieś tam. A może nawet go nie ma?
Obracam się w lewą stronę, spoglądam na durnego anioła, który przelatuje obok mojego księżyca. Niesie jakiś list. Łapię kamień leżący obok wyprostowanych nóg i rzucam w jego stronę. Uśmiechając się wrednie patrzę jak spada w dół. Kolejny stracony. To jedna rozrywka jaka tutaj jest, rzucanie kamieniami w anioły i zabijanie ich. One są jak gwiazdy umierają, wypalają się i już ich nie ma. Smutne ale cóż, takie życie po życiu. Możemy tutaj oglądać nasze wspomnienia. Zapomniałbym o tym. Wystarczy pomyśleć o czymś co się wydarzyło i ukazuje się przed nami ogromny rzutnik, który wyświetla nasze życie jak film.  Nieżycie  jest tu straszne. Siedzisz na księżycu i oglądasz w kółko tą samą kasetę uświadamiając sobie ile rzeczy zrobiło się źle, ile czasu zostało zmarnowane. A tu… Masz dużo czasu. Są Ci, którzy „mają za mało czasu” i tacy „którym czasu brakuje”.  Ci pierwsi  to my, wszystkie trupy siedzące na księżycach, nie mamy nic do roboty, twierdząc, że nie mamy czasu. Ci drudzy to Ci żyjący. Pewnie domyślacie się, które wspomnienie odtwarzam najczęściej. Dzień Naszej, nie mojej, nie jego „NASZEJ” śmierci. Tak wyszło nikt, nie płakał. Jak wyglądał pogrzeb opiszę, jak ktoś będzie zainteresowany.
Teraz dobranoc. Bądźmy tą drugą grupą nie pierwszą. Choć, po śmierci można zrobić fajne rzeczy. Zabitych aniołów = 77

bbda35db65eeb6d4a85ce856801125e8.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego